Żaden z braci niech nie głosi kazań wbrew praktyce i zarządzeniom świętego Kościoła i bez pozwolenia swego ministra (...). Wszyscy jednak bracia niech głoszą kazania czynami.

26.09.2022, Bimbo, RCA
26.09.2022, Bimbo, RCA
Data: 2022-09-26
Pokój i dobro!
 
Słowo Boże zaprasza nas dziś do przyjmowania, do przyjmowania dziecka. Ważne jest to dopełnienie. Bo nie chodzi o gościnę wyświadczoną przechodzącemu, który zatrzymuje się na skrzynkę wody bądź filiżankę kawy, trochę pogawędzi i wyrusza dalej, ale o gościnę, której domaga się dziecko. Cóż przez to rozumiem? Że Bóg chce byśmy przyjmowali na dobre, w pełni, otwierając cały dom i dając przystęp do wszystkiego. Byśmy gościa czynili domownikiem. Tak nas Bóg przyjmuje w Kościele. Tak nas przyjmują na misjach. I tak mielibyśmy przyjmować misję my, misjonarze. Objąć ją z życzliwością, z troską, dać przestrzeń do wzrostu i powierzyć jej dziedzictwo, które przynosimy. Czynię wysiłki, by w taki sposób przyjmować codzienność naszego życia. 
 
Wielkim krokiem ku temu jest plan dnia, który coraz bardziej mi się klaruje. Stałe punkty życia wspólnotowego są mi już dobrze znane. Teraz staram się wypełnić pozostałą przestrzeń moimi obowiązkami. I tak od dwóch tygodni, po wstępnej aklimatyzacji, nastawiam swój budzik na 4h00. Różnie to jeszcze wychodzi… W teorii jest to jednak czas zarezerwowany na osobistą modlitwę. Co ważne, mam wówczas ciszę, spokój, Słowo, adorację i co istotne – sam czas. Nigdzie się nie muszę spieszyć, nic mnie nie odrywa, nikt mnie o nic nie prosi. Te chwilę przynoszą błogosławione owoce pokoju na cały rozpoczynający się dzień. 
 
O godzinie 5h30 już wszyscy bracia gromadzą się w kaplicy na medytacji i jutrzni, by o 6h00 rozpocząć Eucharystię. W swej formie jest to Msza bardzo prosta, spokojna i sprzyjająca medytacji. Brak instrumentów, wielkich śpiewów, tańców i procesji. Czyli tak jak lubię. Codziennie głosimy krótką homilię. W niektóre dni, któryś z nas, kapłanów, posługuje w innych kaplicach – czy to u Dominikanek czy u Benedyktynek. W czwartek natomiast większość wspólnoty udaje się na Mszę świętą do parafii św. Antoniego, na terenie której znajduje się nasz dom formacyjny. Parafia została przekazana w tym roku w ręce miejscowych kapłanów po wieloletniej posłudze polskich księży z diecezji tarnowskiej. 
 
Po porannych modlitwach spotykamy się przy stole na śniadaniu – kawa/herbata, bagietka, trochę margaryny i czekolady, miód, czosnek… Później każdy udaje się do własnych obowiązków. Nasi młodzi bracia (na profesji czasowej: Yvon oraz postulanci: Odilon, Merveille, Ben-Sirac i Bienvenu) mają jeszcze wakacje (do października), więc w tym przedpołudniowym czasie oporządzają podwórze. Koszą, plewią, sprzątają, pomagają w kuchni… Ja w ostatnich dniach wchodziłem w moje nowe obowiązku – czuwanie nad kuchnia i spiżarnią, zakupy, sprawy administracyjne. Wstępnie ustaliłem, że do miasta będę wyjeżdżał w każdy wtorek, by poczynić zapasy na cały tydzień i pozałatwiać konieczne sprawy (opłaty za prąd, canal+, opłaty za flotę Orange, którą tworzymy dla braci naszej fundacji, ubezpieczenia samochodów, motorów, pracowników…) Trochę tego jest, ale to i tak jedynie ziarno w kontekście polskiej papierologii… 
 
Wspólnota zbiera się znów do kupy w południe, na modlitwie brewiarzowej – „modlitwa w ciągu dnia” i „Godzina czytań”. Następnie udajemy się do refektarza na obiad. Z kolei przychodzi czas popołudniowej sjesty. To dobry czas. Gdy jest bardzo gorąco, warto trochę odetchnąć. Ostatnie dni nie są najgorsze. Jest sporo deszczów i temperatura jest znośna. Odczuwamy też już pierwsze efekty klimatycznej aklimatyzacji. W rzeczy samej pierwszy tydzień wypociliśmy wszystkie toksyny. Teraz jest już w porządku. Gdy potrzeba snu nie daje się we znaki, chwile poobiednie można przeznaczyć na lekturę, słuchanie muzyki czy tym podobne. Ogólnie: relaks. Wykorzystuję też te chwile na modlitwę. Zwłaszcza na lekturę Słowa Bożego i medytację Ewangelii na następny dzień. Warunki ku temu też sprzyjają, bo w okolicy jest dość cicho a świadomość sjestującej wspólnoty sprawia, że nikt mi nie przeszkadza. Mam, więc czas, ciszę i Słowo. Piękny tryptyk! 
 
Około godziny 15h00 znów podejmujemy nasze obowiązki. Tutaj zazwyczaj więcej uwagi poświęcamy pracy intelektualnej. Warto wspomnieć, że pod obecność naszych polskich współbraci (Normanowi jeszcze nie udało się wylecieć do Rafai a Barnaba stacjonuje u nas w Bimbo póki jego nowy dom w Boyali nie zostanie przystosowany do zamieszkania, co stanie się prawdopodobnie początkiem października) korzystamy z polskich zwyczajów „kawkowania”. Czasami raz na dzień a czasami nawet dwa, ok 10h00 i o 15h00 siadamy do małej kawki. Prince pola już się skończyły, więc raczymy się jedynie „małą czarną”. Pozwalam sobie na ten niepoprawny luksus, odkładając inne obowiązki, bo wiem, że niebawem przyjdą chude dni, kiedy podzielą nas niebagatelne odległości.  
 
Zachód słońca znów gromadzi nas w kaplicy. O 18h00 mamy medytację (w czwartki adorację a w soboty różaniec), która kończy się nieszporami. Z kaplicy, tradycyjnie, do stołu. Po kolacji mamy trochę czasu dla siebie. Część braci gromadzi się w salce, ogląda telewizję lub gawędzi. Niektórzy zostają u siebie. Dzień kończymy o 21h00 modlitwą komplety. A później pozostaje toaleta i spanie. I w tym kontekście wstawanie o 4h00 już nie przeraża bo w gruncie rzeczy śpię pewnie więcej niż Ty ; )
 
Mija prawie jeden miesiąc od mojego przylotu. Szczerze powiedziawszy był to trudny czas ze względu nas fizyczne samopoczucie. Już dopadła mnie malaria. Zdaje się, że nosiłem ją w sobie już przez wakacje, co nie raz dało mi się odczuć. Teraz jednak podjąłem pełną kurację, z zastrzykami. Czuję się jeszcze osłabiony. Na przestrzeni ostatniego tygodnia odkryłem, że znów owładnął mnie gronkowiec złocisty, z którym borykałem się przed wylotem do Polski, i który w Polsce – zdawało się – wyleczyłem antybiotykiem. Zaś moje żołądkowe problemy, które ciągną się za mną od dwóch lat, i w trakcie urlopu zostały poddane solidnej diagnozie, znów przybrały na mocy… Aż dziwne, bo raczymy się tylko zupą warzywną, gotowanymi liśćmi, ryżem, gotowanymi bananami… Nie do ogarnięcia jest ludzki organizm… Być może to kwestia zmiany miejsca, nowej rzeczywistości, drobnych stresów… Pożyjemy, zobaczymy. 
 
Tymczasem przygotowujemy się do uroczystości św. Franciszka z Asyżu, o czym więcej już za dwa tygodnie. 
 
Błogosławię + 
 
Ps. Ostatnie zdjęcie to wczorajsze spotkanie z żołnierzami, u Benka Pączki, kapucyna. Wśród żołnierzy jest dwóch Polaków i dwóch Słowaków.