Żaden z braci niech nie głosi kazań wbrew praktyce i zarządzeniom świętego Kościoła i bez pozwolenia swego ministra (...). Wszyscy jednak bracia niech głoszą kazania czynami.

26.12.2022, Bimbo, RCA
26.12.2022, Bimbo, RCA
Data: 2022-12-30
Niech adoracja Nowonarodzonego pozwoli nam, na wzór św. Szczepana, kontemplować otwarte niebo!
Ten (polski) drugi dzień świąt rozpoczęliśmy wspólnymi modlitwami i Eucharystia w naszej kaplicy, w skromnym gronie. W RCA 26 grudnia jest dniem roboczym. Ludzie wracają do pracy choć bardzo niemrawo. Wczoraj wszyscy świętowali. Masa ludzi w stolicy wychodzi na ulice, do barów i restauracji. Popołudniami są to całe rodziny z dziećmi (w pewnym sensie Boże Narodzenie jest traktowane jako święto dzieci…), wieczorami dzieci wracają do domów a bary zapełniają się młodzieżą i osobami starszymi. Ruch jest wzmożony. Mnóstwo samochodów, motorów i pieszych. Z głośników uderzają nuty pieśni bożonarodzeniowych (nie bez kozery napisałem z małej litery), a w tle przebijają się odgłosy wuwuzeli (trąbek kojarzonych z mundialem w RPA). Całość otulona jest migocącymi lampkami i świątecznym kiczem. Taką oto formę przybrały nasze święta… Oczywiście, ludzi w kościele nie brakuje. Ale, ku zgorszeniu, cały ten blichtr świeckiego świętowania wniesiony jest do murów świątyni: dzieci przychodzą z lalkami i piłkami, dorośli w czapkach „mikołaja”, w kreacjach, które odpowiadają bardziej karnawałowi niż powadze świąt chrześcijańskich. 
Stąd to człowiek bardziej lgnie do liturgii, do modlitwy, do Słowa, by ustrzec istotę tych dni, by nie zatracić źródła tej Bożonarodzeniowej Radości. 
W sobotę rano wsłuchiwaliśmy się w słowa Zachariasza, który dzieli się owocami swojego dziewięciomiesięcznego milczenia, kiedy to anioł zamknął jego usta i uszy. Mówi on słowami proroków o swoim własnym życiu: że Bóg go nawiedził, że go wyrwał z ręki nieprzyjaciół (osądów, które pochodziły z zewnątrz ale i z wnętrza jego serca), że dał mu zasmakować zbawienia, które rozumie jako stąpanie po ścieżkach Prawa Bożego z pokojem serca, z ufnością. 
W nocy natomiast związało mnie Słowo „kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania”. Betlejem, szopa, koryto – nie tak to miało wyglądać. Maryja i Józef z pewnością liczyli na inne okoliczności narodzin Syna. Rzeczywistość ich zaskoczyła. Oni ją przyjęli, i co więcej, pośród tych niesprzyjających okoliczności odnaleźli radość. Zgodzili się swego czasu (podczas ich „zwiastowań”) na plan Boży i dziś nie wstrzymali kroku, ale weszli w tę przestrzeń woli Bożej mimo, że była ona „nie po ich myśli”. Piękna postawa! 
Niedzielne rozważania popchnęły mnie do zadania pytania, gdzie ja widzę Bożą chwałę w narodzeniu Jezusa, w Jego ludzkiej egzystencji. Jan pod koniec swego życia pisze: „i widzieliśmy /kontemplowaliśmy/ Jego chwałę”. Co widział Jan? Człowieka, który przeszedł przez życie z mocą Bożą. Widział go czyniącego cuda, ale także modlącego się w Ogrójcu i biczowanego. W końcu kontemplował Go także na krzyżu. Owszem, był także na górze Tabor i spotkał Zmartwychwstałego. Ufam jednak, że tym co skłoniło Jana do zapisania wspomnianych słów w Prologu, było także spojrzenie na swoje życie z perspektywy lat. W swoim długim życiu dostrzegł chwałę Boga, która się objawiła. Zobaczył, że przez cud wcielenia, przez obecność Jezusa w Jego życiu, jest tym kim jest. Że życie Jezusa objawia się w jego życiu, że je przemienia, że mu nadaje nowego blasku. Stąd to rodzi się pytanie, co Jezus wnosi w moje życie? By to dostrzec wyraźniej, można zapytać, jak wyglądałoby moje życie gdyby tam nie było Jezusa? Spróbujmy to jeszcze sprecyzować: jak wyglądałoby moje życie gdybym nie był w Kościele, gdyby Kościół nie pojawił się w moim życiu… wszak Kościół jest Ciałem Chrystusa… To co odkryję, jest Jego chwałą, owocem Jego obecności.
Owocami tych wewnętrznych przeżyć mogliśmy się podzielić z braćmi i wiernymi podczas naszego Bożonarodzeniowego spotkania w Boali. Dotarliśmy do braci na godzinę 16h00. Arsène pojechał na wieczorne celebracje do Boyali, gdzie świętował wraz z Barnabą i Fabien. Ja z postulantami pozostałem w Boali, u Kordiana i Oscara. Ok 18h00 zjedliśmy smakowitą wieczerzę, przygotowaną pieczołowicie przez Kordiana. Później rozjechaliśmy się na pasterkę. Mi przypadła w udziale wioska oddalona 20km od Boali. Po spowiedziach, Msza rozpoczęła się ok20h00 i o 22h00 byłem z powrotem. Jako że Eucharystia w centrum trwała dużo dłużej, toteż niebawem poszedłem spać nie czekając na współbraci. W niedzielę po wspólnej jutrzni i śniadaniu znów żeśmy się rozjechali, by wrócić na wspólny obiad już w towarzystwie braci z Boyali. Toteż było nas przy stole 10 osób. Ok 14 ruszyliśmy w drogę powrotną zatrzymując się jeszcze po drodze u sióstr franciszkanek na kawę. 
Trwamy nadal w liturgicznej oktawie Bożego Narodzenia, więc niebawem spotkamy się pewnie w polskim gronie na śpiewanie kolęd. Zaś na zakończenie, bracia z Boali i Boyali dotrą do nas na obiad 1 stycznia. Na sylwestra nie mogą, z racji na czuwania i msze w parafiach, związane z przywitaniem nowego roku oraz uroczystościami Świętej Bożej Rodzicielki. 
Niech także Wam Pan pobłogosławi spotkaniami w rodzinie oraz z braćmi i siostrami w wierze!
+